sobota, 1 grudnia 2012

Pogodnie pierwszogrudniowo

Budząc się rano, usłyszałam stukanie deszczu o parapet i wstawałam z myślą o pochmurnym dniu, spędzonym w domu, bo co jak co, ale moknąć na własne życzenie nie lubię. Podnoszę rolety do góry, a za oknem jakby biało, o szyby uderzały malutkie kuleczki śniegu i wtedy do mnie dotarło - proszę państwa, oto nastał grudzień. 

Pobiegłam do kuchni, szybko zrobiłam sobie coś ciepłego do picia na rozgrzanie ledwo przebudzonych kości i w tym momencie, niebo musiało się nade mną ulitować, bo chmury się rozeszły, słońce wyszło, sypać i padać przestało i nastała oto piękna, słoneczna grudniowa sobota. Aż chce się dalej żyć!



Stojąc w kuchni i zastanawiając się nad śniadaniowym menu, a za wielu opcji nie mam, muszę przyznać, moje spojrzenie padło na kuchenny stolik. I buźka mi się uśmiechnęła w jednej chwili. Bowiem musicie wiedzieć, że nastał u mnie taki czas, iż jeść słodyczy w zasadzie nie mogę. Ale ponieważ moja waga wciąż spada, gdyż posiłki, które bazują na jakimkolwiek tłuszczu, również są nie wskazane, postanowiłam wykorzystać niecnie okres świąteczny i ten kilogram spróbować przytyć. Zakupiliśmy w związku z tym z moim mężem kalendarze adwentowe i tak właśnie uzmysłowiłam sobie, że oto od dzisiaj będę smakować i rozkoszować się jedną małą czekoladką dziennie. Uwierzcie, od tak dawna nie miałam w ustach nic słodkiego, że jeden taki kawałeczek to dla mnie nie lada wyczyn, by zjeść i nie pęknąć ;)

Dzisiaj też zabieram się za tomisko, które spoglądało na mnie niecnie z półki już kilka dni i czekało, aż dostanie się w me ręce, bym mogła utonąć z nim na kanapie w te grudniowe wieczory. No cóż, doczekało się. Zatem udam się teraz na co sobotnie bieganie po mieście, wieczorowo-niespodziankowo-urodzinowo-mężowskie wyjście z przyjaciółmi, a od jutra... błogość!

A na koniec, moje ostatnie znalezisko. Bujam się przy tej piosence od kilku dni i przestać nie mogę. Może i Wam to bujanie się udzieli. A tymczasem, pierwszogrudniowo miłego dnia życzę, wiecznie zaczytani mili moi :)


14 komentarzy:

  1. w końcu listopad poszedł precz! i ufff :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Martu, ufff jako i ja rzekłam :)
      listopad jest miesiącem krytycznym, nie da się tego ukryć. Przetrzyma się go i później już z górki :)

      Usuń
  2. Świetna melodia na pierwszy dzień grudnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wpadła Ci w ucho :)

      Usuń
  3. "Obca"? Interesujące:)
    A muzyczka jak zawsze przyjemna dla ucha.
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałaś ją może, Kasandro? :)

      Usuń
  4. Ostatnio, jak byłam w bibliotece, to w oczy rzuciła mi się "Obca", ale trochę przeraziła mnie ta objętość :) Czytałam bardzo pochlebną recenzję na temat tej książki, poczekam na Twoje wrażenia i może też się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Binolu, obawiam się, że właśnie z tego powodu nie prędko ta recenzja powstanie ;) ale dziś wieczorem zasiadam i zaczynam czytać, zobaczymy jak bardzo mnie wciągnie. Jestem jej bardzo ciekawa :)

      Przyznaję bez bicia, że im grubsza kniga, tym lepiej mi się ją czyta i większą mam z niej przyjemność :)

      Usuń
    2. Nie mam nic przeciwko opasłym tomiskom, ale książka musi być ciekawa :) Wtedy każda kolejna kartka cieszy. Gorzej, jak powieść okazuje się nudna do bólu. Pamiętam, że tak miałam w przypadku "Co widziały wrony" - trochę tych stron było i książka mnie strasznie wymęczyła. Czytałam jeszcze powieść Irvinga, w tej chwili tytuł wyleciał mi z głowy, jakieś 600 stron paplania o niczym, spokojnie można było skrócić książkę o połowę ;)

      Usuń
    3. Muszę przyznać Ci rację, Binolu :)
      Pierwsza w życiu "kniga", jaka wpadła mi w ręce dość wcześnie, to "Quo Vadis". Tak mnie wciągnęła, że w 3 dni ja połknęłam :)
      Mam u siebie "Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmes'a", ale ją akurat sobie dawkuję. Nie chcę jej szybko przeczytać, lubię do niej wracać co jakiś czas :))

      Usuń
  5. Ależ fantastycznie tu u Ciebie :) Haha, od razu uśmiechnęłam się na widok kalendarza adwentowego, u mnie ten wynalazek się absolutnie nie sprawdzał - zjadłam wszystkie czekoladki na jeden raz :D Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Domi w mych skromnych progach ;)
      Uwierz, że z chęcią ogromną spałaszowałabym każdą z tych czekoladek jedna za drugą, ale niestety, muszę je sobie dozować. Ale dzięki temu, każda z nich smakuje wyborowo ;)

      Usuń